niedziela, 10 lipca 2016

Książkowe echa


"Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender"
Leslye Walson

Ta powieść to nic wyszukanego i niezwykłego, ale pozwala na chwilę oderwać się na chwilę i poczuć osobliwy klimat. Obiecywano, że będzie to wspaniała historia o miłości, a dostałam lekką i trochę niespójną powieść. (Poza tym korekta pozostawia wiele do życzenia). Powieść miała wielki potencjał, bo pomysł naprawdę był dobry, niestety wykonanie przeciętne. Przez większość książki miałam znudzony wyraz twarzy, który czasami zmieniał się w irytację(bo nie brakowało infantylnych i dziwnych momentów). Nie jest to cudowna książka, lecz osobliwa jak najbardziej.
Więcej o książce tutaj. 


To, że miłość nie wygląda tak, jakbyś tego chciała,
nie znaczy, że jej wokół ciebie nie ma.



 "Lawendowy pokój"
Nina George

Miałam wielkie oczekiwania względem tej pozycji, ale trochę się zawiodłam. W ogóle nie mogłam się wciągnąć w tę historię. Przeczytałam ją już parę miesięcy temu, a dziś nie jestem w stanie powiedzieć, jak miał na imię główny bohater i o co właściwie w tej powieści chodziło. Na razie książka zostaje na półce, może kiedyś jeszcze do niej wrócę, aby odkryć to, czym tak wielu się zachwyca. I chętnie odwiedziłabym Aptekę Literacką - motyw o książkach na pewno jest wielkim plusem w tej powieści.

Więcej o książce tutaj.

Książki to naturalnie nie tylko lekarze. Bywają powieści, które można by określić raczej jako towarzyszy podróży. Niektóre zaś są jak policzek. Inne z kolei jak przyjaciółka, która okryje nas ciepłym kocem jesienią, kiedy nachodzi nas melancholia. A niektóre... no cóż. Niektóre są jak różowa wata cukrowa, zamigoczą nam w głowie na parę sekund i pozostawią z niczym. Jak krótki i namiętny romans.



"Zanim się pojawiłeś"
Jojo Moyes

Czytanie książki dawno nie sprawiało mi takiej radości jak w przypadku "Zanim się pojawiłeś". W roku szkolnym starałam się wykorzystać każdą chwilę naczytanie - na szkolnym korytarzu, w autobusie, w oczekiwaniu na pociąg, w poczekalni u lekarza.  A pierwsze dni wakacji spędziłam w łóżku czytając tę pozycję, zajadając się pysznym ciastem i pijąc herbatkę. Po przeczytaniu nie do końca wiem, co o niej myśleć. Uśmiałam się przy niej, ale więcej przepłakałam. Nie tylko ze wzruszenia, ale przede wszystkim ze smutku. Do tej pory nie potrafię się otrząsnąć i nie mogę spać, bo myślę o tej książce z pękniętym sercem.

Więcej o książce tutaj. 



"Tajemnica Noelle" 
Diane Chamberlain

Jak zawsze ten sam schemat - otwieram książkę Chamberlain i już nie mogę się oderwać, przewracam strony z prędkością serca, dostaję gęsiej skórki na przemian z palpitacją serca. Czytanie książek tej autorki nigdy nie przestanie sprawiać mi przyjemności - całe szczęście na półce czeka ich jeszcze kilka. 

Więcej o książce tutaj.



"Mówiąc inaczej"
Paulina Mikuła

Uwielbiam język polski, przecinki i vlog Pauliny Mikuły, dlatego musiałam sięgnąć po książkę "Mówiąc inaczej"(którą od razu po zakupie podpisała mi autorka). Książkę czyta się błyskawicznie, a lekki styl i humor sprawiają, że czyta się z wielką przyjemnością i zainteresowaniem, a uśmiech nie schodzi z twarzy(nawet podczas oczekiwania na egzamin prawo jazdy).

Więcej o książce tutaj.



A Wy co ciekawego przeczytaliście ostatnio? 



niedziela, 8 maja 2016

Książka kucharska i rodzinny album /Audrey w domu/


Audrey Hepburn. Mówi się, że Bóg pocałował ją w policzek i tak już zostało. Ikona kina, wdzięku i elegancji. Urokliwa, piękna i atrakcyjna. Jej wygląd stał się wzorem dla dziewcząt i młodych kobiet. Była gwiazdą filmową, damą, niezwykłą kobietą... A przede wszystkim mamą.

I właśnie w swojej książce Luca Dotti wspomina Audrey jako mamę. Mimo że wcześniej powstało już wiele publikacji o życiu Audrey, ta jest zupełnie inna i wyjątkowa. Bo jest czymś więcej niż tylko biografią - to garść dziecięcych wspomnień, historyjek z życia rodziny, anegdotek, fragmentów listów i rysunków. A to wszystko przeplatane niezwykłymi fotografiami oraz przepisami prosto z kuchni Audrey.

Wcześniej nie czytałam żadnej biografii Audrey. Oczywiście wiele o niej słyszałam, oglądałam filmy, w których grała. Znałam ją jako „dziewczynę z dużymi oczami, od których nie można było oderwać wzroku", która stała się dla mnie niedoścignionym wzorem elegancji i kobiecości. Nie wiedziałam jednak, że dzieciństwo spędziła w okupowanej Holandii, gdzie ledwo przeżyła. Ani o jej słabości do czekolady i makaronu. Ani o tym, że w czasie nastoletniego buntu syna Audrey potrafiła krzyczeć i gonić go po całym domu. Bo to właśnie bycie matką było najważniejszą rolą jej życia.

Audrey Hepburn została ukazana przede wszystkim jako kochająca mama, która zawsze na pierwszym miejscu stawiała rodzinę. Ale to nie tylko biografia, bo także album rodzinny i książka kucharska. To właśnie zdjęcia i przepisy są trzonem tej książki. Fotografie znajdziemy właściwie na każdej stronie - Audrey w kapeluszu, Audrey na spacerze z ojcem, Audrey w Wenecji. Dla samych zdjęć warto mieć tak wspaniale wydaną książkę! A oprócz tego przepisy prosto z kuchni Audrey - na trójkolorową sałatkę caprese, ciasto czekoladowe z bitą śmietaną czy gruszki w winie. Na pewno je wypróbuję, w pierwszej kolejności chyba skuszę się na mus czekoladowy. 

"Audrey w kuchni" to prawdziwa perełka. Od razu rzuca się w oczy piękne wydanie tej książki. Skończyłam ją już jakiś czas temu i od tej pory kilka razy przyłapałam się na tym, że zdejmuję tę książkę z półki tylko po to, żeby na nią popatrzeć, zachwycić się po raz kolejny i poczuć ten wyjątkowy zapach druku. 

To nie biografia gwiazdy kina, lecz wyjątkowej kobiety, dla której najważniejsza była rodzina, a między jednym obiadem rodzinnym a drugim grała w filmach. Taką Audrey zapamiętał jej syn. I tak ukazana jeszcze bardziej mniej urzekła. 
"Audrey w domu" Luca Dotti
wydawnictwo Literackie 2016
Za możliwość przeczytania dziękuję
wydawnictwu Literackiemu